3 kwietnia 2016

Eldo - Człowiek, który chciał ukraść alfabet.

mam nadzieję, że nie jesteś smutna, 
że wspomnienia o Tobie też umierają, 
a nawet jeśli źle Ci, 
mam nadzieję, że Ci lepiej, kiedy mówię: "Halo?"
*
Dawno nie było wpisu w tym stylu i myślałam nawet o tym, aby skończyć z tworzeniem ich, ale nie mogłam. Mam bzika na punkcie tych płyt, więc nie mogę się oprzeć. W dzisiejszym wpisie prezentuję Wam "Człowieka, który chciał ukraść alfabet" w wersji reedytowanej od Eldoki.


Po boczku digipacku, w którym znajduje się płyta, znajdziemy pierwsze litery z tytułu - CKCUA ułożone pionowo. Jako, że Eldo jest mistrzem długich tytułów swoich płyt, bardzo mi się ta opcja podoba.


Taki sam skrót zobaczymy na grzbiecie opakowania, co jest zdecydowanym ułatwieniem dla posiadacza i oczywiście dużą oszczędnością miejsca. ;) Tradycyjnie pojawia się tam także pseudonim rapera i w tym przypadku również nazwa producenta podkładów - bitów.


Otwieramy... I co? I wszystko pięknie. Ciekawy pomysł z umieszczeniem tego dłuuuuugasiernego tytułu już na samym krążku w formie porozrzucanych liter i wyrazów. Projekt bardzo na plus, odpowiada mi także kolorystyka. Po lewej stronie oczywiście książeczka, ale o niej później.


Po wyjęciu wszystko prezentuje się tak, jak na zdjęciu poniżej. Motyw chaosu panującego w literkach nasuwa na myśl motyw kradzieży, przemycanej także w tytule, a zatem nie mogę narzekać na symbolikę, liczne nawiązania do tematu i dbałość o szczegóły - super!


Kiedy chcemy wyjąć książeczkę, możemy się nieco zaskoczyć. Otóż to wcale nie ona stanowi faktyczną okładkę płyty (jak jest w większości przypadków płyt w digipacku), a karteczka w żółtym kolorze, którą znajdujemy później.


I okazuje się, że tytuł na okładce albumu stanowiła właśnie ta wkładka. Ciekawy trick, który na pewno zaskakuje nabywcę. Plus za kreatywność! I jeszcze ten palec kradnący "Y"... Mistrz!


Na karteczce tej mamy również podanych na tacy wszystkich producentów, patronów, namiary na studio, w którym nagrywany był materiał etc. Jednym słowem: formalności!


Na odwrocie wkładki znajduje się tracklista albumu, który liczy aż 18 utworów. Ponadto poczytamy o instrumentach użytych przy produkcji.


Ponadto - podziękowania, czyli to, co kocham najbardziej. To piękne słowa i świetnie się je czyta również w tym przypadku.


Tak właśnie prezentuje się okładka - na całą, faktyczną książeczkę zostaje nałożona mniejsza karteczka zawierająca naprawdę najważniejsze informacje. Taka piguła. 


Tak prezentuje się już sama książeczka, która (nawiasem mówiąc) jest tylko kilkustronicowa. 


Składa się ona jedynie z fotografii, ale mi to rozwiązanie bardzo się podoba, ponieważ na punkcie tej właśnie formy wyrażania siebie mam bzika.


Fotografie bogate są w symbole i nawiązania dotyczące oczywiście utworów, jak i całej płyty i koncepcji autora.


Na tylnej okładce po raz kolejny mamy podaną tracklistę albumu i znowu muszę skłonić się w pas za tej pomysł z rozsypującym się tekstem. Kocham, kocham, kocham!


Kocham i polecam. Eldo to pewna firma, jeżeli chodzi o reflekcyjne, prawdziwe wersy i myślę, że każdy odnajdzie w jego tekstach coś dla siebie. Jak widzicie z samego estetycznego punktu widzenia - płyta również zadziwia, a te smaczki nawiązujące do tytułowego motywu kradzieży ("Człowiek, który ukradł alfabet") kradną również moje serce. Cudo!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

NA PYTANIA ZADANIE W KOMENTARZU ODPOWIADAM NA SWOIM BLOGU

Dziękuję gorąco za każdy komentarz!
- bardzo proszę, aby nie reklamować swojego bloga w komentarzu
- czytam każdy komentarz, więc spokojnie trafię do Ciebie też bez linku, więc nie zostawiaj go
- szanujmy się, okej?