24 lipca 2015

Utopia.

w tylu miejscach na świecie chciałbym się obudzić, 
przy boku mieć nie byle kogo, ale tylko ją, 
tę jedną, z którą zechcę przenosić góry, 
a jeśli stawiać mury z nią, to z murów tylko dom. 

Płyta niesamowicie emocjonalna, lirycznie przepiękna, wzruszająca do łez i działająca na mnie naprawdę wyjątkowo. Coś wspaniałego. "Utopia" od Pawbeatsa wreszcie znalazła się w moich rękach i jestem z tego faktu niesamowicie zadowolona. Muzyka, której twórcą jest Marcin "Pawbeats" Pawłowski jest wspaniała. Aż brakuje mi słów. To po prostu trzeba przesłuchać!


Okładka płyty to profil Marcina wypełniony różnymi kolorowymi akcentami. Płyta ma przecudowną, delikatną, klasyczną błękitno-białą kolorystykę. Jedynie czcionka w granatowym odcieniu dodaje troszkę "pazura", choć i tak pięknie współgra z całością. W dodatku płyta została stworzona w formie książeczki, co też bardzo lubię.


 Po jej otworzeniu, po prawej stronie, znajduje się spis instrumentów, które zostały wykorzystane przy stworzeniu podkładów (bitów) do tej płyty. Zostały one stworzone przy użyciu żywych instrumentów, a nie ich imitacji! Przy instrumentach znajdziemy dane osób, które na nich grały, dając tym samym na płytę genialną muzykę.



Na kolejnych kartkach książeczki, po lewej stronie, zostały zamieszczone podziękowania i spis ludzi, którzy pomagali w tworzeniu tego krążka. Po prawej zaś - znajduje się tekst pierwszego utworu. NA dalszych stronach znajdziemy oczywiście resztę tekstów, co jest bardzo przydatnym zabiegiem dla fana czy słuchacza, który może nie zawsze wszystko usłyszy.


Na poniższym zdjęciu możemy obejrzeć zbliżenie na wspominane już wcześniej podziękowania. Jak widać - ludzi, którzy mają swój wkład w "Utopię" jest niesamowicie wiele i gdy pierwszy raz czytałam wszystkie te imiona i nazwiska, miałam ochotę podziękować osobiście każdej z tych osób, bo ta płyta jest naprawdę mistrzostwem.


Zrobiłam także zbliżenie na tekst. Czcionka jest bardzo czytelna, miła dla oka i nie męczy, dlatego jest to naprawdę bardzo wygodne.


Obok każdego tekstu zamieszczana jest pewnego rodzaju wizytówka - z tytułem numeru, raperami występującymi w kawałku i kilka słów odnośnie muzyki. Ponadto znajdziemy mały akcent graficzny w postaci dwóch rombów i liczbę porządkową tekstu danej piosenki. Dobry "myk!" :)


Te akcenty graficzne pojawiają się także w dolnej części stron książeczki, w kolorze granatowym i szarym. Bardzo lubię takie pierdółki i chociaż pewnie większość ludzi nie zwróciłaby na nie uwagi, ja zauważyłam to w pierwszej kolejności. No lubię, lubię!


Nie mogłam się oprzeć, by nie zrobić zbliżenia na tę cudowną czcionkę. Niestety, kilkakrotnie zdarzało się, że czcionka przy tekstach utworów była nieczytelna, zbyt drobna, niewygodna dla oka i prędzej, niż zapoznałam się z tekstem, musiałam zapoznać się z kroplami do oczu, bo tak były wysilone. Na szczęście przy "Utopii" nie ma tego problemu. :)


Kolejny motyw graficzny, którego pewnie nikt nie zauważył, a ja się nad nim rozpływam - to maleńki klucz wiolinowy, który znajduje się na ostatniej stronie książeczki, przy "tekście" ostatniego numeru z płyty. Jest to bowiem sama muzyka, nie ma tam żadnych wokali, jest to tak zwane outro płyty. No i ten klucz zamiast tekstu - cudo!


Gdy przebrniemy przez całą książeczkę z tekstami ukazuje nam się ona, jedyna, jedna - płyta z muzyką. I tutaj ponownie spadłam z krzesła z zachwytu. Czy Wy widzicie tę klasykę, to piękno, to wszystko? Ta biel, ta nie nachalność, ta delikatność. Ta perfekcja!


Po wyciągnięciu płyty nie ukazuje nam się żaden motyw, co podoba mi się, bo zostajemy w klimacie minimalizmu. Nic nachalnego, zbędnego, niepotrzebnego. Nie mamy uczucia przepychu. Jest cudnie. Nawet teraz przez kilka minut gapiłam się w te zdjęcia, bo nie mogę oderwać od tego wzroku. Jak dla mnie - taka kolorystyka jest idealna.


Cudo, czyż nie? Musiałam zrobić jej zdjęcie solo, a z tym tłem naprawdę chyba mi wyszło. Lubię to zdjęcie i wiem, że pewnie z biegiem czasu zawiśnie ono na mojej ścianie, bo mam do niego ogromny sentyment.


Napisy - czyli autor płyty, jej tytuł, elementy graficzne i wytwórnia - ustawione pod światło dają przepiękny refleks. Bardzo zależało mi na uchwyceniu tego efektu na zdjęciu i udało mi się. Naturalnie, pod normalnym kątem, napisy te są srebrne.


Na "lewej" stronie, czyli czymś, co zawsze lubię sprawdzać, w tym wypadku akurat nie ma nic, poza numerem seryjnym płyty. To kolejny krok w stronę minimalizmu i kolejny ukłon dla Pawbeatsa.


Na tylnej okładce płyty znajduje się tracklista z wszystkimi utworami, które się na niej znajdują, loga wytwórni, firm patronujących i znów ten przewspaniały motyw rombów po lewej stronie. Perfekcja. No, ja się rozpływam.


Na każdym numerze rapują inni wykonawcy, zapraszane są także różne wokalistki. Otóż Pawbeats, tak jak wspominałam na początku, zajął się na tej płycie jedynie bitami. Nie rapuje na niej, nie usłyszymy nigdzie jego wokali. Tą kwestią zajęli się najlepsi w Polsce raperzy i to jest naprawdę świetne rozwiązanie.


Na grzbiecie płyty znajdziemy motyw rombów (ach!), tytuł i autora płyty...


...rok jej wydania (do tego zdjęcia też mam sentyment :))...


...oraz nazwę wytwórni.


Polecam tę płytę każdemu, ponieważ jest naprawdę niesamowita. Delikatne, energiczne, melancholijne i mocne bity - każdy znajdzie coś dla siebie. Dodatkowo taka różnorodność artystów, zaproszona to współpracy i kładąca wokale - coś niesamowitego. Numery mają różnorodną tematykę, dlatego naprawdę każdy coś dla siebie tam znajdzie. I nie ma, że nie!

11 komentarzy:

  1. Nie pogardziłabym taką płytą :D

    OdpowiedzUsuń
  2. taka klasa bije z tej płyty! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie zrobiona płyta. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie najbardziej podobają się klasyczne, plastikowe opakowania płyt. Nie niszczą się wtedy aż tak bardzo, a i tak w razie zarysowania można zmienić przezroczystą nakładkę. Z papierowym, udziwnionym kształtem jest już gorzej. Mam taką jedną kartonową płytę podpisaną przez jeden z moich ulubionych zespołów i ciągle się boję, że stojąc na półce wypłowieje, pogniecie się, gdy niechcący spadnie itp. :P

    A tak na muzycznym marginesie (chociaż wiem, że to nie Twoja bajka) - dziś o czwartej nad ranem wróciliśmy ze stolicy. W sobotę grali AC/DC! \m/ :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, widziałam już Twój post! Zabawa musiała być przednia. :D

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  5. Widać, że dużo w niej włożyli pracy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ilość osób biorąca udział w tworzeniu tego krążka jest ogromna. Ogółem lubuje się w poezji śpiewanej i rozrywce. O tym Panu jeszcze nic nie słyszałam.


    Zmianę 'kodu kreskowego' najlepiej odwlec.. gdyby tak się tylko dało!:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Płyta szatę graficzną ma świetną :)
    mój blog, hooneyyy

    OdpowiedzUsuń

NA PYTANIA ZADANIE W KOMENTARZU ODPOWIADAM NA SWOIM BLOGU

Dziękuję gorąco za każdy komentarz!
- bardzo proszę, aby nie reklamować swojego bloga w komentarzu
- czytam każdy komentarz, więc spokojnie trafię do Ciebie też bez linku, więc nie zostawiaj go
- szanujmy się, okej?