31 lipca 2015

Zdjęcia, których jeszcze nie widzieliście - część siódma.

ile jeszcze trudnych chwil, ile jeszcze w życiu piekła? 
ile jeszcze trzeba sił, aby przeciwności przetrwać? 
Klimat letni jest kontynuowany, bo w końcu mamy lato. Oto kolejna porcja niepublikowanych jeszcze zdjęć!

 / motylek i koniczynki /


 / dziki rumianek /


  / dziki rumianek 2 /


 / motylek i słonecznik ogrodowy /


 / liście lipy /


 / różowe kwiaty malwy /


 / słoneczniczki ogrodowe /


 / polna, kwitnąca trawa /


/ biały kwiat malwy /


/ słoneczniczki ogrodowe 2 /

Jest kolor, jest energia, jest słońce. Jest szczęście!

24 lipca 2015

Utopia.

w tylu miejscach na świecie chciałbym się obudzić, 
przy boku mieć nie byle kogo, ale tylko ją, 
tę jedną, z którą zechcę przenosić góry, 
a jeśli stawiać mury z nią, to z murów tylko dom. 

Płyta niesamowicie emocjonalna, lirycznie przepiękna, wzruszająca do łez i działająca na mnie naprawdę wyjątkowo. Coś wspaniałego. "Utopia" od Pawbeatsa wreszcie znalazła się w moich rękach i jestem z tego faktu niesamowicie zadowolona. Muzyka, której twórcą jest Marcin "Pawbeats" Pawłowski jest wspaniała. Aż brakuje mi słów. To po prostu trzeba przesłuchać!


Okładka płyty to profil Marcina wypełniony różnymi kolorowymi akcentami. Płyta ma przecudowną, delikatną, klasyczną błękitno-białą kolorystykę. Jedynie czcionka w granatowym odcieniu dodaje troszkę "pazura", choć i tak pięknie współgra z całością. W dodatku płyta została stworzona w formie książeczki, co też bardzo lubię.


 Po jej otworzeniu, po prawej stronie, znajduje się spis instrumentów, które zostały wykorzystane przy stworzeniu podkładów (bitów) do tej płyty. Zostały one stworzone przy użyciu żywych instrumentów, a nie ich imitacji! Przy instrumentach znajdziemy dane osób, które na nich grały, dając tym samym na płytę genialną muzykę.



Na kolejnych kartkach książeczki, po lewej stronie, zostały zamieszczone podziękowania i spis ludzi, którzy pomagali w tworzeniu tego krążka. Po prawej zaś - znajduje się tekst pierwszego utworu. NA dalszych stronach znajdziemy oczywiście resztę tekstów, co jest bardzo przydatnym zabiegiem dla fana czy słuchacza, który może nie zawsze wszystko usłyszy.


Na poniższym zdjęciu możemy obejrzeć zbliżenie na wspominane już wcześniej podziękowania. Jak widać - ludzi, którzy mają swój wkład w "Utopię" jest niesamowicie wiele i gdy pierwszy raz czytałam wszystkie te imiona i nazwiska, miałam ochotę podziękować osobiście każdej z tych osób, bo ta płyta jest naprawdę mistrzostwem.


Zrobiłam także zbliżenie na tekst. Czcionka jest bardzo czytelna, miła dla oka i nie męczy, dlatego jest to naprawdę bardzo wygodne.


Obok każdego tekstu zamieszczana jest pewnego rodzaju wizytówka - z tytułem numeru, raperami występującymi w kawałku i kilka słów odnośnie muzyki. Ponadto znajdziemy mały akcent graficzny w postaci dwóch rombów i liczbę porządkową tekstu danej piosenki. Dobry "myk!" :)


Te akcenty graficzne pojawiają się także w dolnej części stron książeczki, w kolorze granatowym i szarym. Bardzo lubię takie pierdółki i chociaż pewnie większość ludzi nie zwróciłaby na nie uwagi, ja zauważyłam to w pierwszej kolejności. No lubię, lubię!


Nie mogłam się oprzeć, by nie zrobić zbliżenia na tę cudowną czcionkę. Niestety, kilkakrotnie zdarzało się, że czcionka przy tekstach utworów była nieczytelna, zbyt drobna, niewygodna dla oka i prędzej, niż zapoznałam się z tekstem, musiałam zapoznać się z kroplami do oczu, bo tak były wysilone. Na szczęście przy "Utopii" nie ma tego problemu. :)


Kolejny motyw graficzny, którego pewnie nikt nie zauważył, a ja się nad nim rozpływam - to maleńki klucz wiolinowy, który znajduje się na ostatniej stronie książeczki, przy "tekście" ostatniego numeru z płyty. Jest to bowiem sama muzyka, nie ma tam żadnych wokali, jest to tak zwane outro płyty. No i ten klucz zamiast tekstu - cudo!


Gdy przebrniemy przez całą książeczkę z tekstami ukazuje nam się ona, jedyna, jedna - płyta z muzyką. I tutaj ponownie spadłam z krzesła z zachwytu. Czy Wy widzicie tę klasykę, to piękno, to wszystko? Ta biel, ta nie nachalność, ta delikatność. Ta perfekcja!


Po wyciągnięciu płyty nie ukazuje nam się żaden motyw, co podoba mi się, bo zostajemy w klimacie minimalizmu. Nic nachalnego, zbędnego, niepotrzebnego. Nie mamy uczucia przepychu. Jest cudnie. Nawet teraz przez kilka minut gapiłam się w te zdjęcia, bo nie mogę oderwać od tego wzroku. Jak dla mnie - taka kolorystyka jest idealna.


Cudo, czyż nie? Musiałam zrobić jej zdjęcie solo, a z tym tłem naprawdę chyba mi wyszło. Lubię to zdjęcie i wiem, że pewnie z biegiem czasu zawiśnie ono na mojej ścianie, bo mam do niego ogromny sentyment.


Napisy - czyli autor płyty, jej tytuł, elementy graficzne i wytwórnia - ustawione pod światło dają przepiękny refleks. Bardzo zależało mi na uchwyceniu tego efektu na zdjęciu i udało mi się. Naturalnie, pod normalnym kątem, napisy te są srebrne.


Na "lewej" stronie, czyli czymś, co zawsze lubię sprawdzać, w tym wypadku akurat nie ma nic, poza numerem seryjnym płyty. To kolejny krok w stronę minimalizmu i kolejny ukłon dla Pawbeatsa.


Na tylnej okładce płyty znajduje się tracklista z wszystkimi utworami, które się na niej znajdują, loga wytwórni, firm patronujących i znów ten przewspaniały motyw rombów po lewej stronie. Perfekcja. No, ja się rozpływam.


Na każdym numerze rapują inni wykonawcy, zapraszane są także różne wokalistki. Otóż Pawbeats, tak jak wspominałam na początku, zajął się na tej płycie jedynie bitami. Nie rapuje na niej, nie usłyszymy nigdzie jego wokali. Tą kwestią zajęli się najlepsi w Polsce raperzy i to jest naprawdę świetne rozwiązanie.


Na grzbiecie płyty znajdziemy motyw rombów (ach!), tytuł i autora płyty...


...rok jej wydania (do tego zdjęcia też mam sentyment :))...


...oraz nazwę wytwórni.


Polecam tę płytę każdemu, ponieważ jest naprawdę niesamowita. Delikatne, energiczne, melancholijne i mocne bity - każdy znajdzie coś dla siebie. Dodatkowo taka różnorodność artystów, zaproszona to współpracy i kładąca wokale - coś niesamowitego. Numery mają różnorodną tematykę, dlatego naprawdę każdy coś dla siebie tam znajdzie. I nie ma, że nie!

17 lipca 2015

Most nad Wisłą w Sandomierzu.



mam dosyć już marnowania energii na bzdety bez znaczenia, 
zbyt wiele rzeczy nie daje mi nic, a tylko coś ze mnie zabiera. 



11 lipca 2015

Stoję sam na sam z życiem.

potrafimy kochać i marzyć, 
dlatego wszyscy jesteśmy zwycięzcami. 
*
Stoję sam na sam z życiem. To ciężkie starcie. Boję się przyszłości - także tego, co przyniesie los. Stoję sam na sam z czymś, co jest nieprzewidywalne, co może okazać się dla mnie dobrym omenem lub wręcz przeciwnie. Nie widzę światełka w tunelu, nie widzę niczego, co dawałoby mi jakąś nadzieję na przeżycie tego starcia. Nic.


To ciężkie uczucie. Często go doświadczam, bo jestem człowiekiem, który dość często myśli o tym, czego się boi, analizuje swoje lęki i tym samym sam je sobie napędza. Niestety, ale ciężko jest mi to zmienić. Zatem - czy mam w starciu z życiem jakieś szanse? Dojdziemy do ugody, pożremy się jak wściekłe psy czy może ja się prędzej poddam?


Tak, jak mówiłam na początku - nie wiem, co przyniesie los. Mierzę się z ogromnym znakiem zapytania. On jest duży, a ja - krucha i słaba. To, co mi spadnie na barki może mnie zarówno załamać, jak i okazać się na tyle lekkim, bym mogła spokojnie przeć do przodu. Uda się? Oby. Tego i Wam życzę!


3 lipca 2015

Brak nam wiary.

Zawsze zazdrościłam osobom w wieku moich rodziców takiej wiary w ludzi, zaufania, poglądu, że każdy zasługuje na drugą szansę i nigdy nie jest tak, żeby z jakiejś trudnej sytuacji nie było wyjścia. Może być to rodzaj nadziei, pokładania jej w ludziach, w zwykłym człowieczeństwie. Takim naturalnym, niczym nie dyktowanym. Nieograniczanym przez kanony religijne, prawne, polityczne. Człowiek dla człowieka... czy coś w ten deseń.


co powiesz dzieciakowi kiedyś? będziesz szczery:
"tatuś dzisiaj jest nikim, bo nasrał sobie w papiery"?


Teraz tego bardzo brakuje. Nie pomagamy sobie, bo to nie mój problem, nie moja sprawa, nie ufamy innym, bo pewnie chcą tylko iść po naszych plecach na sam szczyt. Zero bezinteresowności, ludzkości, wspomnianego na początku człowieczeństwa. Nic. Bezduch, wyrachowanie, dwulicowość. Nawet wymieniać mi się tego nie chce. A starsi wierzą, że każdy jest człowiekiem, że każdy ma ludzkie cechy, że każdy może uronić łzę i upaść na kolana. Może. Ale tej wiary brakuje coraz częściej. I to jest problem.