1 maja 2015

Radio Pezet.

zanim zaczniesz gadać, 
podłącz język do mózgu.
Wielu ludzi skreśliło tę płytę jeszcze przed premierą. Przesłuchanie jej nie grozi krwią lejącą się z uszu, ale na pewno nie jest to też arcydzieło. Nie jest, ale jakoś tak na półce warto mieć. Więc mam. I dzisiaj Wam przedstawiam. Oczywiście, jak na mnie przystało, jedynie względy wizualne i estetyczne. Taki ze mnie krytyk, kurczę.


Okładka - fajnie, fajnie. Z góry przepraszam za ten ugięty lewy dolny róg - zauważyłam to dopiero po zrobieniu zdjęć, a powstał on wskutek transportu krążka ze sklepu do domu. W górze okładki - napis "PEZET", co jednoznacznie wskazuje na ktosia, który nam tu będzie rapował, a pod holograficzną grafiką - także tytuł płyty. Krótko - "Radio Pezet". Podpis producenta też jest.


Otwieramy to cudo i ukazuje nam się... takie miętowe nic. Tak, w dziennym świetle jest to kolor miętowy, a tutaj wyszedł jakiś zielonkawy. Mój aparat lubi strzelać fochy w takich kwestiach. Podoba mi się jednak to, że po pierwszym otworzeniu płyty nie dowiadujemy się na jej temat jeszcze nic. Tajemniczość taka. 


Jako, że raczej jestem cierpliwa, to otworzyłam drugi raz - no i mam, co chciałam! Co prawda po lewej stronie znów miętowe nic (jeszcze jedno!), dalej książeczka i płytka CD. Ale patrzcie na to, no patrzcie. Ta czcionka, te kolory, ta biel i ta mięta, której dzięki mojemu aparatowi nie widzicie. Nieważne. Patrzcie, jakie to piękne wszystko.


Miętowe nic ominięte, więc na pierwszy ogień idzie wkładka. U góry znów nazwa rapera, na środeczku bardzo ładne logo z tytułem i nawet dyskretną wspominką o producencie. Oczywiście wszystko w mięcie, którą pożarł mój Samsung. I na samym dole tytuł jeszcze raz, podobnie jak "Pezet" - napisane dość taką, no... takim Arialem czy innym standardem. Ale ładnie się komponuje. 


W środku książeczki piękne zdjęcia. Wrzuciłam tutaj dwa ulubione. Jedno macie teraz...


... no i drugie teraz. Ale to jest chyba ulubieńsze bardziej. Takie surowe, w studio, wszędzie te mikrofony, ten zegar, głośniki, a po środku Pezet. No milusio. Trochę się dla Was z perspektywą tej fotki nie postarałam, ale i tak jest wspaniałe.



Jeżeli ktoś liczył na teksty utworów - to się rozczarował. Na poszczególnych stronach, no wiecie, na tych takich bez zdjęć, znajdziemy tytuły utworów, jakie znalazły się na płycie, ich czas trwania, producenta, datę nagrania, osoby za to odpowiedzialne i ogólnie takie raczej techniczne dane. 


Jest i ona - królowa dzisiejszego postu. Taki gwóźdź programu, wisienka na torcie czy inne takie. Ma prosty design, który chwyta za serce jak żaden inny i jeżeli mam być szczera... nie jest aż taki prosty. Dawajmy dalej.



Widzicie ten bajer? Zarówno logo z tytułem (i znów dyskretną wzmianką o producencie - a co!), jak i loga firm patronujących cudownie się mienią. Tak zwykle mienią się "lewe" strony płyt, czyli generalnie to, gdzie nie ma nic, tylko taka tęcza, którą ja w dzieciństwie bardzo lubiłam się bawić, bo taka kolorowa była. 


Na tej wspomnianej już "lewej" stronie, nie ma praktycznie nic. Jakieś cyferki, jakiś link, jakieś drobne logo... i ta tęcza! ;)


Przy otwarciu płyty znajdziemy znów jakieś cyferki, piękną czcionką wypisany tytuł oraz nazwę wytwórni muzycznej. Takie ładne, dosłowne "czarne na białym", takie cool, takie true, takie classic. Takie ładne, no! Na grzbiecie jednak... nie ma nic. Co prawda zdjęcia nie zrobiłam, bo mi to jakoś uleciało z głowy, ale uwierzcie na słowo - nic tam nie napisano. Aż dziw, co nie?


"Plecki" płyty zdobi przepiękna tracklista, loga firm wspierających produkcję, kod kreskowy (szał!), zastrzeżenie praw autorskich i inne srata-tata. Kolor tego pudełeczka to nie żadne pedalskie róże, niedorobione czerwienie, tylko łosoś moi drodzy. Jak mi tata powiedział - to jest kolor pieczonego łososia. To niech i będzie. Polecam.


12 komentarzy:

  1. Też się boję przyszłości, ale muszę w końcu ruszyć w przód i sprawdzić czy mogę się już usamodzielnić. Tobie też się uda wszystko, nie martw się ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super :) zapraszam do mnie- podlewsky.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Rzeczywiście nie wygląda atrakcyjnie, chyba się autorzy nie bardzo wysilili :)
    Ciekawa notka, na pewno komuś się przyda :)
    w wolnej chwili zapraszam do mnie, może zaobserwujesz na dobry start? byłoby miło, dopiero zaczynam :)
    http://vixix.blogspot.com/
    oczywiscie obserwuje :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Co prawda ta płyta nie jara mnie w ogóle z racji tego, że nie słucham tego gatunku muzycznego, ale sam wygląd wizualny jest niezły. ;)

    bgrenda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. zdecydownie nie mój gust muzyczny, ale okładka fajna :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja całkiem lubię tę płytę. Nie mój klimat niby, ale dla takich zwykłych śmiertelników niesłuchających rapu jest całkiem słuchalna.

    OdpowiedzUsuń
  7. no faktycznie, czas bardzo szybko leci, niedawno się mówiło, że ZIMO PRECZ, a tutaj już lato prawie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie słucham Pezeta, świetne są te zdjęcia w środku! :) Takie klimatyczne.
    http://thesunforgivesthecloud.blogspot.com/ - dopiero zaczynam, miło mi będzie jak zajrzysz:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie słucham takiej muzyki, jednak może akurat coś mi się spodoba, nie warto wszystkiego przekreślać i być od razu na nie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo lubię Pezeta, a płyta wygląda genialnie :)
    adgam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

NA PYTANIA ZADANIE W KOMENTARZU ODPOWIADAM NA SWOIM BLOGU

Dziękuję gorąco za każdy komentarz!
- bardzo proszę, aby nie reklamować swojego bloga w komentarzu
- czytam każdy komentarz, więc spokojnie trafię do Ciebie też bez linku, więc nie zostawiaj go
- szanujmy się, okej?