30 stycznia 2015

Nie szukałam drogi na szczyt, szukałam jej dokądkolwiek.

życie się sypie, kiedy ktoś bardzo bliski, 
ktoś jak przyjaciel ma charakter dziwki. 
*
Przez ostatnie dwa tygodnie żyłam byle do ferii, byle do popołudnia, byle do piątku, byle jak. Mimo, że minęły już te okropne dni, to nadal nie jestem pewna, dlaczego dopadł mnie tak bezproduktywny nastrój. W moim przypadku oznacza to po prostu śmierć.


Z dnia na dzień przestało mi zależeć na wszystkim, a gdy już próbowałam się otrząsnąć - było zbyt późno. Tym sposobem dorobiłam się pierwszych w mojej szkolnej "karierze" nieusprawiedliwionych godzin, pierwszej oceny dopuszczającej na półrocze w życiu, dorobiłam się tego, że zostawił mnie ktoś, dla kogo wydawałam się być ważna. Jak się okazało - było to uczucie bardziej złudne, niż myślałam. 


Przestałam czytać książki, a aparat fotograficzny zdążył pokryć się już taką warstwą kurzu, że chyba żaden z produktów do usuwania brudu, tak zachwalanych w reklamach, sobie z tym nie poradzi. Aż zaczął mi się śnić test białej rękawiczki z "Perfekcyjnej Pani Domu". Miałam cichą nadzieję, że jeszcze to naprawię. Obudziłam się za późno, a umiejętności cofania czasu niestety nie posiadam.


Gdy się obudziłam... nie szukałam drogi na szczyt, szukałam jej dokądkolwiek. Wszystkie drzwi jednak zdawały się być zamknięte. Wszystko wokół psułam w szale, a do spokoju z każdym dniem miałam tylko coraz dalej. Chciałam uwierzyć w siebie, pokazać jaką jestem super-menką, jak to się niby nie umiem spiąć i udowodnić, że rządzę. Nie uwierzyłam, nie pokazałam, nie spięłam się i nie udowodniłam. 


Dzisiaj zaczynam ferie. Może to koniec tego destrukcyjnego okresu? Mam nadzieję. Nie jestem idealna, nie jestem wzorowa, bardzo dobra... dobra zresztą też nie jestem. Dałabym sobie słabiuteńką tróję. Gdyby w tym okresie ode mnie zależało cudze życie, zapewniam Was - przez moją nieudolność byłby już stracony.


23 stycznia 2015

Kreatywność i zielony barszcz z uszkami.

mega chujowo byłoby być Tobą, 
nie podoba Ci się u nas, kurwa? to idź obok!
*
Prowadząc bloga - trzeba być osobą niewątpliwie kreatywną. Czy chodzi w tym o umiejętność poskładania słów razem bez pisania czterech dyktand dziennie, czy też o nadmierność pomysłów, które trzeba zapisywać na papierze toaletowym, by nie uleciały - nie będę się spierać. I to, i to jest ważne. Mimo wszystko - jednak to raczej z pomysłami wielu z nas (w tym ja) ma problemy.


Jakiś czas temu, przeglądając moją listę czytelniczą, spotkałam coś, w co długo nie mogłam uwierzyć. Do dziś żałuję, ze nie zrobiłam screena. Otóż - trzy wpisy, trzy wpisy pod rząd, trzy wpisy pod rząd mówiły o tym samym! To oczywiście przypadek - akurat te blogi zaobserwowałam, a los sprawił, że wpisy na nich pojawiły się w tym samym czasie. Nie chcę wymieniać nazw, podawać linków czy omawiać temat, który poruszały wpisy, bo to nie o to chodzi.


Na początku chciałam tłumaczyć sobie, że to przypadek. Jednak równocześnie szczerze w to wątpiłam. Sami chyba musicie przyznać mi rację, że to jest bardzo dziwne, by taka sytuacja zaistniała przypadkowo. Wtedy pojawiło się pytanie: czy w takim sensie te osoby pojmują blogowanie?


Sama nie jestem idealna. Staram się jednak wpisy, tematykę, sesje zdjęciowe i inne duperelki wymyślać sama, tworzyć je według własnego pomysłu. Oczywiście, mam osoby, które mnie inspirują do pracy, ale nigdy nie odważyłabym się zerżnąć żadnego wpisu, chociaż często z tęsknotą spoglądam na styl, w jakim to jest napisane lub na zdjęcia i ubolewam, że: buu, ja tak nie umiem!


Gdyby te wpisy dotyczyły okresu świątecznego, w którym prawie wszędzie notatki wyglądają tak samo (bo przecież nikt nie obchodzi świąt tak randomowo, by jadać zielony barszcz czy lepić pierogi z czekoladą), to jeszcze byłabym w stanie to zrozumieć. Niestety - chodziło o inną kwestię i szczerze powiedziawszy - o kwestię, która zwykłemu śmiertelnikowi nie przychodzi do głowy podczas gapienia się w tyle co zrobioną herbatę.


Jeszcze się pewnie nie raz powtórzę, ale takie rzeczy warto tłuc w nieskończoność. Bądźcie kreatywni! Nie zliczę tego, ile razy już plułam sobie w brodę, że może to ze mną jest coś nie tak i mam po prostu wyobraźnię przejechanego przez samochód jeża. Nie, moi kochani. Trzeba mieć samozaparcie, chęci, siły i dużo cierpliwości. Można nie kopiować. Uwierzcie!


16 stycznia 2015

Słowo Honoru.

bo nie w tym rzecz, żeby leżeć, płakać, szlochać, 
ktoś Cię kocha? to Ty też się naucz kochać!
*
Dzisiaj kolejny post dotyczący mojej kolekcji płyt. Wiem, wiem - może nie są to dla Was najbardziej pasjonujące posty, ale ze statystyk wnioskuję, że nawet Wam się podobają, więc kontynuuję. Dacie wiarę, że tę płytę kupiłam jeszcze w lipcu 2014 roku? Mój problem polegał po prostu na tym, że jak zwykle - nie mogłam znaleźć czasu, by obrobić zdjęcia. Wszystko jednak już skończone i najnowsza płyta Michała "Bezczela" Banaszka - "Słowo Honoru" jest przed Wami!


Na okładce płyty widzimy piękny portret Michała oraz tytuł płyty, a także mamy napisany jego pseudonim. Płyta ma taki jakby "kołnierz", czyli z nakładki, którą widzicie na zdjęciu powyżej wysuwa się już całkowite opakowanie płyty, a na nim niespodzianka... 


Niespodzianka w postaci tego, że na okładce ostatecznego opakowania płyty jej tytuł widać dopiero pod światło. Dlatego też i górne zdjęcie, i dolne musiałam zrobić pod jakimś kątem, by ten efekt był zauważalny. Podoba mi się takie rozwiązanie, bo nie zauważyłam jeszcze czegoś takiego u żadnego wykonawcy. Świetny patent i naprawdę dodaje oryginalności płycie. ;)


Na grzbiecie wypisane mamy tylko słowo "BEZCZEL". 


Na fragmencie, gdzie otwiera się płytę mamy za to jej tytuł. Co da się zauważyć - i autor, i tytuł są podane w oddzielnych sekwencjach, dlatego to też jest ciekawe, bo niespotykane często. 


Po otworzeniu pudełka widzimy po lewej stronie trochę tekstu z podziękowaniami za pomoc przy płycie, z podziękowaniami za jej kupno i z wyrazami szacunku. Po prawej stronie znajdziemy dokończenie tej wypowiedzi i kolejne świetne zdjęcie autora. Może na tym moim ujęciu niezbyt to widać, ponieważ robione było na zewnątrz, przy okropnym świetle.


Te dwie litery "B" widoczne pod tekstem po lewej stronie od otworzenia także widać dopiero pod światło lub pod odpowiednim kątem.


Zdjęcie Bezczela przy jego wypowiedzi postanowiłam Wam zbliżyć. Może tutaj widać je ciut lepiej.


No i po ponownym otworzeniu tej "składanki" ukazuje nam się płyta w całej swojej okazałości. widzimy także po prawej stronie nowy motyw, którym zajmę się później. Nie ukrywam, że gdy otworzyłam to pudełko w tej części po raz pierwszy, to po prostu zaparło mi dech.


Płyta jest w przepięknym, złotym kolorze. Cudownie kontrastuje z czernią całego albumu, ale też pięknie komponuje się z odcieniami złota, którego użyto do napisów na opakowaniu. Napisy na płycie są za to czarne. Widzimy logo wytwórni - Step Records w dole oraz przy krawędzi dookoła wydrukowane zostały zastrzeżenia dotyczące produktu.


Na "lewej" stronie płyty tradycyjnie - znajduje się autor i tytuł krążka.


Na tej części po całkiem prawej stronie widzimy ciąg liter HSSH, tworzących tło dla tekstu ponownych podziękowań i wymienienia osób, dzięki którym krążek powstał. Litery te także są widoczne pod światło lub dopiero po ustawieniu opakowania pod odpowiednim kątem.


Na ostatniej stronie ostatecznego opakowania płyty mamy listę numerów, które możemy na niej usłyszeć. W rogu znajduje się też logo jednej z firm patronujących projektowi.


Za to na tylnej okładce tego "kołnierza" także znajdziemy tracklistę, ale ponadto wszystkie loga firm patronujących. Na nakładce motyw liter pojawiających się tylko pod światło lub pod kątem zastosowano dopiero tutaj - na końcu. Te napisy to oczywiście nazwa wykonawcy i płyty.


Płyta Bezczela jest w stylu dla niego charakterystycznym - patriotycznym, szczerym. Michał nie owija w bawełnę i wszystko, co ma do przekazania swoim słuchaczom, mówi wprost. Cieszę się, że ten krążek znalazł się w mojej kolekcji. Jest świetną produkcją zarówno pod względem estetycznym, jak i oczywiście muzycznym.

9 stycznia 2015

Moja normalna mina, która jest cudem i psy.

równowaga pomaga bardziej, niż procenty, 
błogi sen jest cenniejszy niż wciąż być zajętym.
*
Jestem szczęśliwą, choć jak to w życiu bywa - nie zawsze, posiadaczką dwóch psów. A ściślej mówiąc - dwóch suczek, Coli i Neli. Cola to jamniczka krótkowłosa miniaturka, natomiast Nela to dumna przedstawicielka rasy Cocker Spaniela. O tym pierwszym psiaku napisałam kilka wpisów gdzieś na początkach tego bloga, natomiast Nela swojego blogowego debiutu doświadczy dzisiaj.



Nela jest totalnym wulkanem energii, za którym w ogóle nie nadążam i już dawno porzuciłam próby zrobienia tego. Jej tempa po prostu nie jestem w stanie zastosować u siebie. Dlatego też, gdy wpadłam na pomysł zrobienia zdjęć Neli, na otwartym terenie, ze mną i w dodatku z Colcią także - nie wiedziałam, na co się piszę.



Cola z kolei uwielbia uciekać, dlatego z nią najbardziej bałam się tego, że będą to zdjęcia na otwartym terenie. Cóż z tego, że to okolice mojego domu? Jamniki to psy łowcze, dlatego moja dama była gotowa uciec mi w każdej chwili, drąc na mnie pazurami wszystkie ubrania i dodatkowo smarując mnie zewsząd błotem.


Nie jestem fanką samej siebie, nie uważam także, bym była Niekwestionowaną Miss Świata, ale z czasem i mnie dopada codzienność - czasem sobie jakieś zdjęcie zrobić trzeba. I jeśli niesforne psiaki były moim największym problemem... To teraz musiałam zrobić zdjęcie sobie. Wyczyn!


Ale wyszło całkiem nieźle! Z około dwustu zdjęć (i to wcale nie jest żadna z moich artystycznych metafor) wybrałam sobie tę piątkę. Tylko na nich moje kochane psinki były w stanie skupić się na obiektywie aparatu i nie muszę chyba podkreślać, że pierwsze zdjęcie z tego wpisu jest moją dumą po wsze czasy. Nela po lewej, Cola po prawej - obie patrzą w obiektyw, ja przy tym także i nawet mam normalną minę! To się nazywa cud. 

2 stycznia 2015

Zdjęcia, których jeszcze nie widzieliście - część trzecia.

uderzam ręką o ścianę z całej siły, chociaż nie chcę, 
to lepiej mieć złamaną rękę, niż złamane serce.
*
W dzisiejszej części dotychczas niepublikowanych zdjęć postanowiłam wrzucić wam trochę lata, trochę jesieni, trochę kolorów, ale będzie też czarno-biało. Jednym słowem (no, może dwoma) - dzieje się! :)

/ jesienny pejzaż /

/ nike flex experience run 2 /

 / nasiona na dłoni / (szumy celowe)

 / jesienny dąb /

/ polne rośliny /

 / piórko na wodzie /

/ polne rośliny 2 /

 / róża doniczkowa / (szumy celowe)

/ niebo /

 / kwiat róży ogrodowej /

***
Od ubiegłych podziękowań minęło troszkę czasu, a mianowicie ponad miesiąc. To nie jest jednak ważne. Najważniejsze jest to, że ta liczba rośnie, Wy nadal nie macie mnie dość (chociaż nie wiem, jakim cudem ;)), jest Was już ponad 70 i w ogóle. Kocham Was i dziękuję.