19 października 2014

Chi.

jestem tu, w mieście Łódź,
choć chciałbyś mnie zepchnąć ze sceny, 
podrzuć mi więcej kłód, nie pęknę na pół, 
to pewne - nie mnie sprzątać będą z areny.
*
Pierwszy i dotychczas ostatni raz płytę opisywałam przy okazji krążka Zeusa. Postanowiłam wrócić do tej formy, bo nawet trochę się za tym stęskniłam i z racji tego, że dawno nie było posta w tym stylu, może on obecnie urozmaicić trochę mojego bloga. Tym razem "pod aparat" wzięłam płytę Leszka "Eldo" Kaźmierczaka - pod tytułem "Chi".


Okładka płyty bardzo mi się podoba. Połączone na niej zostały nietypowe kolory - fiolet, róż, czerń i wszelkie ich odcienie. Do opracowania design'u całej płyty wykorzystano sesję zdjęciową rapera, której jedno ze zdjęć widzimy już na okładce. Jest to takie ujęcie, które naprawdę mocno do mnie przemawia i według mnie świetnie opisuje emocje artysty.



Zarówno na otwarciu, (zdjęcie u góry) jak i na grzbiecie (zdjęcie na dole) płyty mamy jej tytuł i autora. Nie muszę chyba podkreślać, że jest to bardzo komfortowe dla kolekcjonera, bo na półce wszystko ładnie widać, do kogo należy płyta i jaki jest jej tytuł. 


Po otworzeniu pudełka widzimy coś od rapera dla fana (po lewej stronie) i oczywiście to, o co jest cały "raban" - płytę z muzyką - po prawej. Znów, tak jak przy Zeusie, no nią zajmiemy się najpierw. :)


No i znów genialne zdjęcie! Gdy otworzyłam pudełko, to ono najpierw zwróciło moją uwagę. Dodatkowo to, że zostało utrzymane w kolorystyce czarno-białej nadaje mu ogromnego charakteru. Kolejna fotografia z sesji, ukazująca niejako rutynę koncertową Eldoki. Dodatkowo widzimy przezrocze litery "X", która jest symbolem tego krążka.


Gdy wyciągniemy płytę z jej tradycyjnego miejsca zobaczymy to samo zdjęcie Leszka, ale już bez przezrocza literki "X", także na wewnętrznej stronie okładki. Szczerze powiedziawszy - niewielu artystów zamieszcza w tej części jakieś zdjęcie. Przeważnie jest to jednokolorowe pole, by płyta była dobrze widoczna, a tutaj widać naprawdę świetny efekt. 


Na "lewej" stronie płyty nie zostały wytłoczone żadne słowa, co w zasadzie też rzadko się zdarza. Najmniej "wylewni" artyści decydują się tutaj chociażby na rok wydania krążka. Tutaj nic, null, zero.


Wspominałam już o niejako "upominku" dla nas, kupujących, od rapera. Na początku myślałam, że to książeczka. Jednak... no myliłam się. Widzimy kolejne zdjęcie, linki do kont społecznościowych rapera i spis osób, które miały jakiś udział w produkcji płyty. Dalej jest ciekawiej... ;)


TADAM! Moje myśli były całkowicie skierowane ku książeczce, a tutaj widzimy plakat! Znów, tym razem większe, linki do stron społecznościowych, wydawnictwo i patronat, tytuł płyty, a także okładka płyty i strona "tytułowa" całego plakatu.


Myślałam, że to już koniec, ale takie rzeczy nie z Leszkiem! Coś mnie podkusiło, by odwrócić plakat na drugą stronę i poniżej widzicie to, co ujrzałam! Druga strona pokryta jest notatkami artysty, które pokazują teksty piosenek jeszcze w ich surowej formie. Takie kserokopie notatek Eldoki naprawdę tworzą klimat.



Zostały także w te notatki włączone różne grafiki dotyczące rapera - wyżej widzimy logo jednej z jego starszych płyt ("Nie pytaj mnie o nią"), a poniżej kolejne zdjęcie z sesji koncertowej wykorzystanej przy "Chi", tym razem w formie skanu.



Pierwotne wersje kawałków, które znajdują się na płycie możemy sobie odczytać z notatek, które pokrywają całą drugą stronę plakatu (zdjęcie wyżej). Bardzo podoba mi się ta inicjatywa. Z kolei na zdjęciu poniżej możemy zobaczyć jeden z wielu luźnych zapisków, które też znajdują się na tej stronie plakatu.


Dotarliśmy tym sposobem już do końca. Na tyle płyty znajdziemy ostatnie zdjęcie, które zostało wykorzystane na płycie, widzimy oczywiście tytuł krążka, artystę, a także listę numerów, które możemy znaleźć na płycie i je odsłuchać. Znajdziemy loga partnerów płyty, oczywiście kod kreskowy i zastrzeżenia praw.


Jeszcze zbliżenie na zdjęcie... (czy nie mówiłam już, że kocham tę sesję?)


I zbliżenie na patronów/wydawców krążka.


Płytę tę kupiłam dwa dni po jej premierze, w maju 2014 roku. Urzekła mnie jej kolorystyka i klimat. Oczywiście muzyka bije wszystkich na kolana, ponieważ takiego poety wśród raperów obecnie już nie znajdziemy, oczywiście poza samym Leszkiem. Jeżeli macie możliwość kupna tej płyty, to zachęcam! Sprawdźcie, przesłuchajcie... :)


11 komentarzy:

  1. Wow, ten pomysł z oryginałami tekstów...genialne! W ogóle świetnie prezentuje się ta płyta. Choć wiadomo - ważniejsze jest to co zostało na niej zapisane, niż to jak wygląda :)
    Tak przy okazji to nominowałam Cię do LBA :)) Do niczego nie zmuszam, sama wzięłam udział... chyba tylko z nudów :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. pierwszy raz natknęłam się na taki opis/ recenzję płyty! :)
    uwielbiam Eldo, najbardziej kocham piosenkę Granice *.*
    http://variouseverything.blogspot.com/2014/10/more.html

    OdpowiedzUsuń
  3. chętnie przesłucham :)

    mogę prosić o klikanie w linki Sheinside w moim nowym poście ? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. niezły post, naprawdę fajny i ciekawy zostane tu na dłużej obserwuję

    sniadanielejdis.blogspot.com poklikasz w ostatnim poscie na linki bardzo prosze, wiele to dla mnie znaczy a dla Ciebie to tylko chwila ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. nie moje klimaty muzyczne, ale widzę akcent łódzki ;)

    www.creativamente-o-sztuce.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znam wykonawcy, niestety. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Posłucham paru piosenek, może przypadną mi do gustu. :-)

      Usuń
  7. Nie słucham rapu, ale płyta robi wrażenie :)

    Zapraszam w wolnej chwili na moje pamiętnikowe życie. ♥
    www.pamietnik-cwaniary.blodpot.com

    OdpowiedzUsuń

NA PYTANIA ZADANIE W KOMENTARZU ODPOWIADAM NA SWOIM BLOGU

Dziękuję gorąco za każdy komentarz!
- bardzo proszę, aby nie reklamować swojego bloga w komentarzu
- czytam każdy komentarz, więc spokojnie trafię do Ciebie też bez linku, więc nie zostawiaj go
- szanujmy się, okej?