30 września 2014

Krynica Zdrój - architektura.

wytykani palcami jako ci niebezpieczni, 
potomkowie wilków karmieni mlekiem wiedźmy.
*
W obecnym miejscu mojej podróży (zdjęcia z drogi są tutaj) do Krynicy znaleźliśmy się już na tym deptaku i wyruszamy na rutynowy spacerek. Oczywiście zawsze duże wrażenie robi na mnie wtedy tamtejsza architektura. Czemu? Zostań, przekonasz się. :)


W Krynicy wielokrotnie możemy spotkać latarnie i nie byłoby to niczym fascynującym, gdy nie fakt, że nie są to zwykłe latarnie. Możemy spotkać wiele ornamentów, zawijasków, pociągnięć i skrzywień, które tworzą wspaniałe kompozycje i przy okazji pięknie świecą. Mój numer jeden jest u góry, ale naprawdę jest w czym wybierać!


Krynica Zdrój to jest przede wszystkim miejscowość uzdrowiskowa. Nic dziwnego, że często będziemy mogli tam spotkać takie szyldy, jak ten przedstawiony poniżej. Jaskinie solne, a raczej uczęszczanie do nich, bardzo pomaga na różne dolegliwości. Piękny wygląd budynku dodatkowo zachęca do wstąpienia. Oczywiście umila nam spacer po deptaku.



Na zdjęciu wyżej i zdjęciu niżej przedstawiam Wam zegar, który znajduje się na wieżyczce budynku, w którym mieszczą się jaskinie solne. Już wiecie, dlaczego tak mi się spodobał? Naprawdę przepięknie wygląda ten zegar i dodaje niesamowitego uroku budowli przedstawionej przed chwilką wyżej.



"Romanówka" to jeden z "zajazdów", domów wypoczynkowych czy po prostu miejsc, gdzie możemy znaleźć wolny pokój, gdy zaplanujemy pobyt w Krynicy Zdrój na dłużej. Przepiękny niebieski kolor, na jaki została pomalowana ta budowla jest naprawdę bardzo przyciągający i rzuca się w oczy. Takie domki to kolejna i chyba najważniejsza dla mnie zaleta Krynicy.



Kolejny z domków. Tym razem "Witoldówka". Na górze znajduje się mnóstwo pokoi, a na dole przepiękna restauracja. Niestety, nie mogłam jej uchwycić odpowiednio, bo ciągle ktoś tamtędy przechodził. Ta budowla jest już troszkę bardziej poważna, ekskluzywna - szczególnie przez barwy. Jednak nadal piękna. No i najwyższa z tam będących, więc też rzuca się w oczy.



"Wisła". Znów fenomenalny kolor, znów przepiękne ornamenty, przypominające ażur, znów cudowna budowla. Ja zakochałam się w tych domkach od pierwszego wejrzenia i jest ich tam zdecydowanie więcej, ale musiałabym chyba zrobić o nich osobny post, bo mogłabym o nich pisać i pisać, a zdjęć chyba byłaby setka. Zdjęcia tego domku zrobiłam z pewnego miejsca...

Ale o tym już w kolejnym wpisie. :)


23 września 2014

Krynica Zdrój - podróż.

pamiętam, jak mnie pytał o moją pierwszą dziewczynę,
pamiętam, jak rozstałem się z nią w nerwach
i nie chciałem mu powiedzieć, bo mówił mi, że jest piękna.
*
Niedawno odwiedziliśmy z rodzicami Krynicę-Zdrój, czyli jedno z najbardziej znanych polskich uzdrowisk i sanatoriów. Do Krynicy mamy 150 km w obie strony, więc często zdarza nam się odwiedzić tę miejscowość. A uwierzcie mi - naprawdę warto tam być!


Oczywiście musowe było zatankowanie samochodu! Akurat mamy to szczęście, że nasza maszyna jest bardzo oszczędna i pali mało, a w trasie to już osiąga świetne wyniki i z tego jesteśmy zadowoleni. :)


Kilka zdjęć zrobiłam podczas naszego postoju. Zatrzymaliśmy się w miejscu, gdzie zawsze sobie odpoczywamy, gdy jedziemy do Krynicy. Powyżej - moja jabłkowa niegazowana woda (polecam!) no i oranżada rodziców. Ja osobiście gazowanych rzeczy nie lubię bardzo, więc wybrałam coś innego dla siebie.



Zdjęcie tego zakrętu, który widzicie powyżej po prostu mnie zauroczyło! Może głupio brzmię komplementując swoje zdjęcie, ale naprawdę - musicie przyznać mi rację. Głównie dlatego zawsze się tam zatrzymujemy - uwielbiam pooglądać sobie takie górskie już nieco widoczki. A na zdjęciu niżej oczywiście moja tradycja - zdjęcie stópek, tym razem z wodą do towarzystwa!


Oczywiście nie mogło odbyć się bez zdjęć, które wykonywałam w drodze, ale z samochodu. Zrobiłam ich naprawdę mnóstwo, ale zdecydowałam się Wam pokazać tylko dwa poniższe, bo chyba nietrudno zgadnąć, że przez różne kłopoty podczas jazdy (telepanie samochodem i mną w tę i nazad) wiele ujęć wyszło zamazanych. Lubię architekturę i ogólnie fotografię sakralną, chociaż z religią u mnie na bakier. No, ale my nie o tym...



No i wreszcie dotarliśmy na miejsce! Skorzystałam z okazji, że na deptaku nie było zbyt wielu osób i nikt mi się w kadrze nie kręcił - no i cyknęłam fotę, która będzie pełnić funkcję takiej zapowiedzi tego, co w kolejnym poście. Postanowiłam podzielić wyprawę do Krynicy na kilka postów, bo nie chcę Was obrzucić zbyt dużą ilością zdjęć. A w kolejnym poście...



19 września 2014

Sesja książkowa, drugie miejsce, konkurs...

nie umiem żyć, odkąd Ciebie nie ma, 
czuję tylko ból, na to nie ma lekarstw.
*
Rzadko staję po drugiej stronie obiektywu, bo często nie mam do tego powodów. Jednak ostatnio musiałam się przełamać i mocno zakasać rękawy - postanowiłam wziąć udział w konkursie u blask-ksiazek (w linku jest post o konkursie). Bardzo lubię czytać książki i stwierdziłam, że takie ciekawe nagrody nie mogą przejść mi koło nosa. Z tego wszystkiego urodziła się sesja książkowa, którą już od dawna razem z moją koleżanką planowałyśmy. Mój aparat doznał kontuzji w tamtym okresie i ona pomogła mi bardzo swoim sprzętem. Nasza praca nie poszła na marne, ponieważ udało mi się zająć drugie miejsce (w linku wyniki) w konkursie!

fotograf: Karolina Adam
modelka: Angela Hans / ja
inspiracje/pomysły: większość ja, część Karoliny.




















15 września 2014

Sandomierz - w drodze!

życie na scenie jak poligon - niełatwy teren,
sukcesy, niewypały, dobre miny do złej gry, 
widzisz w tym łatwy szelest, a my znamy cenę, 
blaski i cienie, gdy sięgamy po te sny.
*
Ostatnio (15 sierpnia) wybraliśmy się z rodzicami na małą wycieczkę - do Sandomierza. Co prawda wybieraliśmy się tam pierwszy raz, ale byłam naprawdę ucieszona, jakbym jechała tam praktycznie co tydzień. Sandomierz jest oddalony od mojej miejscowości 270 km w obie strony, więc mogliśmy sobie pozwolić na taką podróż. :)


Podczas drogi pomagał nam mój GPS w telefonie i trasa wytyczona przez tatę, uprzednio spisana z Map Google. Zawsze lepiej mieć takie potwierdzenie, zwłaszcza, gdy tak jak my, jedzie się gdzieś pierwszy raz. Po drodze natrafiliśmy na ogromny korek, którego przyczyną była wadliwa sygnalizacja świetlna. To były takie prowizoryczne światła i na ich zmianę czekało się od 30 minut w górę. W czasie tego postoju pstryknęłam zdjęcie krajobrazu. Staliśmy obok torów, ale akurat nic nie jechało. 


Poniższe zdjęcie ogromnie mnie zauroczyło. Ukochałam sobie bez pamięci ten odcinek drogi i po prostu mogłabym tamtędy jeździć w tę i z powrotem. Aż mi było żal, że przejechaliśmy tamtędy tylko dwa razy. :P 


I ostatnie zdjęcie też bardzo lubię. Jest takie proste i zwykłe, a'la instagramowe, ale co tam! Zdjęć z tej wyprawy jest tylko kilka i są to tylko zdjęcia z drogi, ale na tamtą podróż nie miałam aparatu, bo musiał iść na gwarancję. Zrobiłam dużo zdjęć telefonem, ale te wydawały mi się mimo wszystko najlepsze. Na pewno Sandomierz odwiedzimy jeszcze, gdy będę miała czynny sprzęt i wtedy wpadnę do Was z czymś lepszym. :)


10 września 2014

Zeszyt z cytatem - część II.

lubię się ubrać - serio - jak mało który,
a na ten sezon mi pasuje kurtka z Twojej skóry.
*
Chociaż mam niezły zapłon i oczywiście z tym postem się spóźniłam naprawdę nieźle, to mam nadzieję, że mi wybaczycie. Przychodzę z kolejnym zeszytem, który zrobiłam. Mam ich jeszcze trochę i może Wam je pokażę, jeśli będziecie chcieli. :)


Przydały mi się: czarny zeszyt (oczywiście Herlitz - 2,49 zł), biała kredka, srebrny marker, taśma dwustronna, spinacze do papieru, nożyczki i płyta CD. Ja wybrałam taką specjalną, z ładnymi odbłyskami pod światło. Bardzo mi się to przydało. :)


Płytę niestety musiałam zniszczyć. Na szczęście chyba nic na niej nie było... :P Nie no, nie było. Pocięłam ją na malutkie kawałeczki, z których trzeba było mi ułożyć pewien wzór. Wystylizowałam je na takie odłamki spękanego lustra czy szyby.


No i ułożyłam sobie dane wycinki w upragniony wzór. Tak, w serce. Może nie jest to aż tak skomplikowana aplikacja, więc spokojnie powinniście dać sobie z tym radę. Radzę nie stosować od razu mega skomplikowanych układów, bo możecie się w tym zagmatwać troszkę.



Oczywiście trzeba te "odłamki" teraz jakoś przymocować. Tutaj przydała mi się moja niezastąpiona jak zwykle taśma klejąca. Kawałeczek na taśmę...


I wycinamy! Nie ukrywam, że znów straciłam przy tym całą swoją cierpliwość, ale miałam o tyle łatwiej, że nie musiałam się męczyć z zawijasami i wycięciami, jak przy literkach.


No i z mojego ułożonego wzoru nic nie zostało. Ale podklejone prezentowało się tak:


I z drugiej strony. Obciachane całkiem, wszystko pięknie i ładnie gotowe już do przyklejenia na zeszyt. Teraz tylko...


No i znów ułożenie, tym razem podklejonych kawałeczków. Miałam już w tym niezłą wprawę i prawie pamiętałam, gdzie ma być jaki kawalątek. :D


Nadszedł czas na koronkową robotę, czyli przyklejanie kawałków płyty w kształt serca, ale na okładce zeszytu. Nie ukrywam, że drżałam od samego początku...


Ale jak już kontury były, to trochę odetchnęłam...


No i finał! Przynajmniej finał serduszka. Bardzo mi się podoba i cieszę się, że wyszło tak dobrze. Z moim talentem, to mogła być naprawdę katastrofa! Jak sobie porównacie końcowy efekt z tym ułożeniem pierwotnym, jeszcze na kartce... to się przerazicie, ile zaszło zmian. :D


Czas brać się za napis. Dokładniej użyłam tego, co na dwóch poniższych zdjęciach.



Do gry wchodzą spinacze. Kartkę z wzorem przypięłam sobie do okładki, by wszystko ładnie odmierzyć i zaplanować, w jakich odstępach od krawędzi ma być zrobiony cytat. Naprawdę polecam ten trik, bo mi bardzo ułatwia sprawę z każdym zeszytem.


No i zaczynamy pisanie. Tutaj prezentuje się ten srebrny marker. Poezja!



A kredką robiłam tak: najpierw cieniuteńki szkic literki (na górze), a później grubsza, ostateczna już wersja (zdjęcie na dole). Nie lubię czegoś od razu robić "na czysto", "na sto procent", bez możliwości błędu, więc i tutaj zastosowałam sobie taki myk. 


No i całość już z cytatem, sercem z płyty i tak dalej. Podoba się Wam? Chcę z tego miejsca bardzo przeprosić za jakość zdjęć, ale wtedy mój aparat był niedostępny, a chciałam Wam pokazać, jak robię to cudeńko. Starałam się! :(


No i taki bonusik: na zakończenie prezentuję Wam to, co już ostatecznie zostało z płyty. Myślałoby się, że to tylko serce i tak dalej, niby mały wzór... Ale niekoniecznie. :D