30 lipca 2014

Wyróżniamy się z tłumu?

do zobaczenia kiedyś, lecz nie w tym życiu,
nie pamiętam dnia, kiedy powiedziałeś do mnie: "Synu".
*
Ostatnio myślałam trochę nad tym, jak niektórym znanym mi osobom bardzo zależy na wyróżnianiu się z tłumu. Oczywiście - można to rozważać i pozytywnie, i negatywnie. Mam kilka znajomych osób, które chcą dużo działać społecznie - przez to się wyróżnić. Inni (na przykład ja) chcieliby wyróżnić się swoją pasją z kręgu innych ludzi, którzy interesują się tym samym. Jedni chcą wyróżniać się zdrowym trybem życia, a jeszcze inni - chcą zaistnieć w Internecie.


Wszystko to jest oczywiście dla ludzi. Jednak jak to mówi mój tata - "Wszystko jest dla ludzi, byle miarę i porę odpowiednią znać". W sumie mogę się z tym zgodzić także i w tej kwestii. Nie wiem czy jestem jedyna, ale niektóre kontrowersyjne zachowania innych, by tylko stać się rozpoznawalnym zwyczajnie mnie brzydzą i odpychają.


Każdy chciałby zaistnieć, stać się rozpoznawalny i mieć wokół siebie masę ludzi. Jednak ja akceptuję takie wyróżnianie się z tłumu tylko wtedy, gdy niesie za sobą coś dobrego. Dawkę pozytywizmu, aktywności, lepszy humor lub kształtowanie swoich umiejętności, pogłębianie pasji. "Gwiazdorzenie" na pokaz... jest zdecydowanie nie w moim guście.
A Wy? Lubicie bardziej aktywistów czy gwiazdorów? :)
w takim malutkim bonusie wrzucam zdjęcia dzikich wiśni. podobają się?









27 lipca 2014

Tomasz Ćwiąkała - Borussia Dortmund.

poza tym nic się nie zmienia,
może jednie wiedza - na kim mogę polegać.
*
Możliwe, że wiecie, iż ogromnie lubię sport. Siatkówkę, tenis, skoki narciarskie... Ale zdecydowanie nieodłączną częścią mojego sportowego (i nie tylko!) serducha będzie piłka nożna. Oglądam ją odkąd pamiętam, ale sześć lat temu zajęłam się tym naprawdę poważnie. Wtedy to trenowałam ponad rok piłkę nożną, ale zrezygnowałam z tego.
Od czterech lat dumnie kibicuję niemieckiemu klubowi - Borussii Dortmund, którą zna nawet ten, kto nie interesuje się piłką zbytnio. Ostatnio zauważyłam książkę o tym klubie, którą oczywiście musiałam mieć!



Okładka tejże książki prezentuje się tak, jak widzicie poniżej. Jest to jedna część serii "Giganci futbolu" autorstwa Tomasza Ćwiąkałły. Okładka jest kolorowa, przedstawione na niej zdjęcia znajdują się także w środku przy odpowiednich rozdziałach. Bardzo ładna czcionka przyciąga wzrok.



Strony tytułowe (zdjęcie wyżej i niżej) także utrzymane są na dobrym poziomie. Pierwsza - prawie surowa, bo zawiera tylko tytuł książki - jednocześnie nazwę klubu. Druga - trochę bogatsza, zawierająca nazwisko autora, wydawnictwo, tytuł serii i sąsiadujące z tym tekstem zdjęcie kibiców Dortmundu.


Po stronach tytułowych widzimy przed sobą spis treści. Na czarnym papierze dobrze czytelne, białe litery i każdy rozdział wzbogacony zdjęciem, które ten rozdział będzie rozpoczynać. Bardzo spodobało mi się takie rozwiązanie.



Poszczególne rozdziały (zdjęcie wyżej i niżej) rozpoczynają się zdjęciami zapowiedzianymi w spisie treści. Każdy rozdział jest bardzo ładnie oddzielony od reszty - wiadomo, o czym się czyta i nie ma możliwości, by stracić wątek. Tekst jest pisany bardzo lekko, ale zarazem profesjonalnie - Pan Ćwiąkała sprytnie wplata ważne fakty, żarty i przemyślenia w ogólny tekst o klubie.


Strony opowiadające o historii klubu zdobią takie grafiki, jak niżej. W dolnej części strony są wypisane wszystkie osiągnięcia Borussii Dortmund na przestrzeni lat. Każda strona odpowiada za osobne osiągnięcie. Podoba mi się to, że obok tych trofeum umieszczone są daty, kiedy zostały zdobyte. 



Jednym z rozdziałów książki jest rozdział "Drużyna", gdzie zarys życiorysu każdego piłkarza wzbogacony jest ciekawym zdjęciem (zdjęcie wyżej) oraz metryczką, umieszczoną na ostatniej stronie tekstu o danym zawodniku (zdjęcie niżej).



Każdą stronę książki zdobi nam pasek przy krawędzi, gdzie na czarnym tle wypisana jest nazwa klubu (zdjęcie wyżej). Jest to bardzo przyjemna dekoracja, która nadaje książce ładnego wyglądu. Na zdjęciu poniżej chciałam zwrócić uwagę na wygodną numerację oraz chciałam Wam przybliżyć czcionkę, która jest bardzo dobrze czytelna, estetyczna i jest kolejnym plusem książki.



Moim ulubionym piłkarzem - zarówno polskim, jak i w Dortmundzie - jest Kuba Błaszczykowski. Nic więc dziwnego, że już kilka chwil od kupna ta część książki była "wyrobiona" :)
Jednak o Kubie będzie jeszcze kiedyś wpis, a teraz chciałam Wam przybliżyć to, że w teksty o zawodnikach pięknie wplecione są cytaty, które ich dotyczą (zdjęcie niżej). Bardzo spodobała mi się ta inicjatywa.


W rozdziale "Kibice" znajdziemy tekst o tym, jak możemy kupić bilety na mecze Dortmundu, co też przykuło moją uwagę. Jest to sprytny dodatek, ale wiele ułatwia.


Na ostatnich stronach książki przedstawiony jest cały sztab klubowy



Moją osobistą ozdobą dla tej książki są podpisy osób z mojej klasy w gimnazjum, z którą rozstałam się w czerwcu 2014. Oczywiście zamazałam nazwiska, by nie mieć w razie czego kłopotów, ale imiona zostały. Jest to dla mnie bardzo ważna pamiątka - tak samo, jak ważna jest cała książka.



Na tylnej okładce znajduje się lekkie streszczenie książki, a raczej jej mini-prezentacja. Oczywiście tekst tej książki jest dla mnie bezcenny i bardzo ważny. Wszystko pisane jest pięknie, ale złe strony historii klubu także są ukazane. Oczywiście - przeważają dobre, ale grunt, że o tych "ciemniejszych stronach mocy" się nie zapomniało. :)
Myślę, że każdy, kto uwielbia Dortmund tak, jak ja - powinien na tę książkę zapolować. :)


Tytuł: Borussia Dortmund
Autor: Tomasz Ćwiąkała
Cena: 19,90 zł

Wydawnictwo: Buchmann
Sklep: Empik.

24 lipca 2014

Gołębie - część druga.

raczej nie świecę przykładem, chociaż czasami się staram, 
to tak wiele razy w życiu zachowałem się jak palant.
*
Kiedyś zapowiadałam Wam, że wpis ze zdjęciami gołębi jeszcze się pojawi no i właśnie dzisiaj nadszedł dzień, w którym taki post publikuję. Są to wszystkie zdjęcia, które udało mi się przygotować do tego czasu, chociaż znów zapowiadam - pojawi się jeszcze trzecia część. :D
Gołębie to generalnie bardzo ciekawe stworzenia i razem z moim tatą, polegając na własnym doświadczeniu (i hodowli), możemy stwierdzić, że naprawdę warte są one obserwowania. No, ale dzisiaj mam dla Was zdjęcia, więc nie będę robić dodatkowych wywodów na temat gołębi.
A Wy - co sądzicie o tych ptakach? :)










Jeżeli dotrwaliście do tego momentu, to mam dla Was pewną wiadomość. Ostatnio wybiło mi trzydziestu obserwatorów. Jestem Wam ogromnie wdzięczna - zwyczajnie nie spodziewałam się nawet jednej osoby. Jesteście ze mną tak licznie - komentujecie, obserwujecie, oceniacie moje zdjęcia i sprawiacie, że czuję się tutaj potrzebna. Gdyby nie Wy - nie byłoby mnie. Dziękuję!


21 lipca 2014

Polańczyk.

kilometry sznuru są moimi farbami i płótnem,
jestem artystą - śmierć to dla mnie piękno absolutne.
*
Stosownie niedaleko od mojej miejscowości jest inna, piękniejsza jeszcze miejscowość - Polańczyk. Jest to miasto, które znajduje się po drugiej stronie słynnego zalewu na Solinie. Zawsze, gdy jedziemy nad zaporę musimy też odwiedzić ją z drugiej strony - no po prostu musimy. Dla tych widoków, które ujrzycie poniżej. Na pewno wszyscy dobrze znacie Solinę i ten zalew. Na pierwszym zdjęciu zapora, po której się spaceruje jest tym dłuuugim białym paskiem po prawej stronie. :)



Część "wyspy" jest oczywiście trawiasta, ale jest ten specjalny teren, na którym można trochę poplażować. Znajdziemy tutaj czysty, drobny piasek, który nie skaleczy ani pleców, ani bosych stóp. Naprawdę bardzo przyjemna jest ta strefa dla plażowiczów, bo takiego przyjemnego piasku nie spotkałam jeszcze nigdzie. A miałam przyjemność trochę pojeździć po różnych miejscach. 



Niestety w związku z łażeniem lądem nic ciekawego nie przychodzi, więc postanowiliśmy przerzucić się na jacht. Pan akurat był wolny od innych turystów, dlatego na jachcie byliśmy we czwórkę (ja z rodzicami i on). Zapłaciliśmy tylko 30 zł, za 1,5 godziny pływania i to po całym zalewie - zarówno blisko zapory, jak i w całkiem przeciwnym kierunku, mijając niewielkie wysepki, inne jachty i odwiedzając różniste zatoczki. Ogólnie wszystko jest bardzo piękne, co zresztą widzicie na zdjęciach. Chociaż z początku może się to wydawać monotonne - wcale takie nie jest. Woda wokoło ogromnie umila pływanie jachtem, a przypiekające słoneczko po prostu nadawało wszystkiemu sensu. :D